Zara — pies, który miał być na chwilę

Zara pojawiła się w moim życiu w 2014 roku.
Nie była planem. Nie była przemyślaną decyzją.

Był telefon.

Dziewczyny z punktu przetrzymań w Wodzisławiu bały się psa i zapytały, czy mogę pomóc. Pojechałam bez większych oczekiwań. Na miejscu zobaczyłam „groźnego amstaffa”, którego nikt nie chciał dotknąć.

Po 20 minutach byłyśmy razem na spacerze.

I tak to się zaczęło.

Zaczęłyśmy się spotykać, chodzić razem na spacery. Zara poznała mojego psa, Sensi. Nie było idealnie, ale było na tyle stabilnie, żeby spróbować dalej. Nikt się po nią nie zgłosił, więc kiedy przyszło do przygotowania jej do adopcji — sterylizacji i usunięcia zmiany na łapie — zabrałam ją do siebie. Nie wyobrażałam sobie, że po zabiegach wróci do zimnego kojca.

To miał być tymczas.

Na początku była kompletnie zagubiona w normalnym świecie. Osiedle, ludzie, winda — wszystko było dla niej problemem. Reagowała lękiem, napięciem, wycofaniem. Po jakimś czasie zaczęły wychodzić kolejne rzeczy — niechęć do obcych ludzi, trudność w kontaktach z psami, szczególnie tymi małymi i nachalnymi. Do tego doszedł silny lęk separacyjny.

Zaczęliśmy pracę. Konsultacje z behawiorystami, trenerami, próby różnych rozwiązań. Część zachowań udało się wyciszyć, poukładać, zrobić bezpieczniejszymi. Ale nie wszystko.

I to jest moment, który warto powiedzieć wprost: nie każdy pies stanie się „łatwy”. Nie wszystko da się wypracować.

Żeby w ogóle móc bezpiecznie przeprowadzić proces adopcji, Zara została objęta opieką Stowarzyszenie Boksery Niczyje — mimo że bokserem nie była.
Był pies, była potrzeba — była pomoc.

Post adopcyjny Zary: https://bokseryniczyje.pl/198/

To dzięki temu udało się ogarnąć wszystkie formalności, wizyty przed- i poadopcyjne, całą „papierologię”, której często nie widać, a która jest kluczowa przy odpowiedzialnej adopcji.

W międzyczasie pojawił się też poważny problem zdrowotny. W 2015 roku Zara przeszła operację obu kolan jednocześnie — TTA Rapid. To był duży, wymagający zabieg ortopedyczny i długi proces powrotu do sprawności.

Operacja została przeprowadzona przez Rafała Kortę w ARWET w Wieliczce.

To była ogromna operacja — logistycznie, zdrowotnie i finansowo.
I tu znowu ogromną rolę odegrało SBN i cała społeczność — to dzięki tej pracy i wsparciu udało się zebrać środki, które pozwoliły Zarze wrócić do sprawności i w ogóle mieć szansę na dalsze życie bez bólu.

Pierwsza próba adopcji miała miejsce już po operacji.

Nie udała się.

Zara wróciła, bo nowa opiekunka nie poradziła sobie z jej zachowaniem. Była jeszcze jedna osoba — człowiek, który naprawdę chciał ją przyjąć z całym jej bagażem. Ale Zara nie zaakceptowała jego. Po wielu rozmowach i analizach zapadła decyzja, że ten dom nie jest dla niej, mimo najlepszych chęci z drugiej strony.

I tak „tymczas” trwał dalej.

Życie z Zarą nigdy nie było proste. Zdarzyło jej się ugryźć — zawsze obcych, nigdy swoich. Wizyty u weterynarza do dziś są trudne, mimo że to „jej” lekarz. Spacery wymagają czujności i przewidywania sytuacji. Zara nie jest psem, który szuka kontaktu i bliskości na naszych zasadach. Nie śpi w łóżku, nie jest przytulakiem. Lubi kontakt, ale wtedy, kiedy sama zdecyduje — i raczej „obok”, niż „na”.

Za to za jedzenie zrobi wszystko.

Z czasem nauczyła się funkcjonować w domu. Przestała reagować na wszystko tak intensywnie jak na początku. Przyzwyczaiła się do klatki kennelowej i potrafi w niej odpoczywać. My nauczyliśmy się jej.

Bo w pewnym momencie przestajesz próbować zrobić z psa kogoś, kim nie jest.

Z „tymczasu” zrobiło się życie. Lata minęły szybciej, niż się wydaje. Zara z młodego psa stała się seniorem. Dziś ma co najmniej 15 lat, być może więcej. Ma problemy ortopedyczne, przyjmuje codziennie leki na tarczycę, przeciwbólowe, suplementy. Więcej śpi. Ma siwą mordę.

I nadal potrafi być zołzą.

Z Sensi ich relacja nigdy nie była bajkowa. Czasem jest spokój, czasem jest konflikt. My się nauczyliśmy tym zarządzać. Ona nauczyła się żyć z nami.

Trochę odpuściła ona.
Trochę odpuściliśmy my.

Dziś jeździ z nami na wakacje. Ze względu na wiek nie zostaje już w hotelach. Jest częścią naszego życia — nie taką, jaką by się „wybrało”, tylko taką, jaka jest.

I to w tej historii jest najważniejsze.

Bo nie każdy pies znajdzie dom adopcyjny. Nie każdy pies stanie się łatwy, przewidywalny i „dla każdego”. Dom tymczasowy to nie zawsze przystanek. Czasem to decyzja na lata. Czasem na całe życie psa.

Zara miała być na chwilę.

Została na zawsze.

I dziś, mimo wszystkich trudności, cieszymy się, że z nami jest.
Jest częścią naszej rodziny — na swoich zasadach, z całym swoim charakterem i historią.

Chuchamy i dmuchamy.
Podajemy leki, pilnujemy spacerów, dostosowujemy życie pod jej potrzeby.

I z rozczuleniem patrzymy na ten siwiejący pysk.